Wieprz zimny i twardy jak beton
Myślę sobie o tym jak to dziś, niczym eksplorator nieznanych lądów o prowieniencji Syberii lub Antarktydy, przy mrozie -15 stopni, przeszedłem wszerz przez oblodzony Wieprz, z jednego brzegu na drugi i z powrotem. I że żałuję, iż nie miałem czym zrobić zdjęć, bo takie wyczyny należy dokumentować – zwłaszcza leżenie na wznak na samym środku rzeki. Nie żebym leżał, ale bym się położył, gdybym miał sensowny aparat. Akurat mój W200 zaszwankował.
Poza tym świat wygląda nader imponująco w takich okolicznościach przyrody, a mróz daje się we znaki tylko w poniedziałkowe, zaspane i brudne poranki, a nie w niedzielne, słoneczne i bezwietrzne popołudnia.
Zdecydowanie polecam takie eskapady, zwłaszcza jeżeli ktoś ma koło domu rzekę, staw, bądź inny akwen. Ja akurat mam. Staw również zaliczyłem i, jak lokalna tradycja nakazuje, zrobiłem mały rekonesans wyspy, która znajduje się na samym jego środku. Przez większość roku ten skrawek ziemi jest dostępny tylko dla ptactwa pokroju kaczek, ale w mroźne zimowe dni każdy kozak stawia sobie za punkt honoru wylądowanie tam (nie siłą wioseł, ale własnych nóg) i postawienie symbolicznej chorągiewki z napisem “TU BYŁEM”.